październik 5, 2008

Mój ukochany prawie mnie zabił. Nie zaglądałam tu dłuuugo, bardzo długo. Zajrzałam dziś w trakcie jedzenia kolacji i czytając o tvn meteo – prawie udławiłam kanapką. Za rok będziemy już mieszkać razem, więc żadna tv poza kinem domowym nam nie grozi;) To nie tylko moja inicjatywa. Ostatnio odkryłam, że późnym wieczorem lecą fajne programy z panienkami. Andrzej przygotowywał kolację w kuchni, kiedy ja:

- oooo!!!! Blond lachon z gejem w wannie!!!

- AAA!! Kochanie, on ją całuje! FUJ!

- HAHAHA, pokazała cycuszki!!!!!!!!! BLEEEEEEEEEEEE…

- jednak seks może być obrzydliwy….Łeeee, bierze ją od tyłu!!!

Na co po chwili do pokoju wkracza zniesmaczony Andrzej: musisz cały czas oglądać te pornole…??????

***

Ostatnie dni – uczelnia polem walki. Wypalając kolejnego papierosa z 3645 paczki (no, sesja!) powtarzam durne wiadomości, które do niczego nie będą mi potrzebne  – jak większość wiadomości, którymi jestem codziennie bombardowana. W pewnym momencie, zdenerwowana zaczynam się łamać i marudzę. Mocno nabuzowana mówię. Nie zdam, nie zdam, a co będzie, te studia są takie i takie, a nie takie, długa lista przekleństw…

Andrzej podchodzi i głaszcze mnie po głowie współczująco stwierdzając: życie jest niesprawiedliwe…

Na co ożywiona nagle Ja ze stoickim spokojem: Aaa! To akurat mam w dupie!

Z newsów: uczestniczyliśmy razem w oficjalnym rozpoczęciu roku na ASP, gdzie mój Luby odbierał indeks z rąk Rektora – jako osoba numer dwa na liście przyjętych (licząc, oczywiście, od początku)…

To by było na tyle, bo:

a) muszę załatwić koci interes

b) skupić się na dziennikach Iwaszkiewicza (w końcu mogę)

c) jutro walczę z sekretariatem i wyrywam zęby